sterowce

  1. Towarzysze jestem po pierwszych dniach walk w Red Alert 3!

    Witajcie ponownie towarzysze! Melduję, że po dwóch dniach ciężkich walk obaliłem zgniły, amerykański kapitalizm i równie zgniły szogunat. Statua Wolności runęła. Na jej miejscu stoi teraz pomnik Lenina! Dokonałem tego czynu przy pomocy Red Alert 3 w wersji na PC. Jesteście ciekawi towarzysze jakie są moje pierwsze wrażenia z pola walki?

    Gra instalowała się długo. W końcu z jednej płytki na mój dysk przerzuciło się prawie 8 giga danych. Sporo. Bez zwlekania rzuciłem się w wir walki!

    Najpierw zostałem uraczony filmem. Każdy kto grał w gry z serii Command & Conquer wie o co chodzi. Śmieszna fabuła, aktorzy znani z seriali i wykonanie przypominające filmy klasy c. Tutaj nie jest inaczej. Filmy są tak słabe, że aż miło się je ogląda. Pod warunkiem, że traktuje się je jako żart, a nie poważną kinematografię.

    Menu wygląda bardzo fajnie – komiksowo i klimatycznie. I jest czerwone. Do wyboru szkolenie, kampania, pojedynek, profil, opcje i wyjście. Czas na pierwsze walki. Rozpoczynam od kampanii sowietów! Do boju!

    Znowu filmik. Poznaję bardzo miłą panią Dashę Fedorovich, która będzie łączyła mnie z dowództwem. O proszę tak wygląda:

    Fajna, nie?

    Dobra czas na właściwą grę. I tutaj zaczynają się schody. Co zrobiliście z moim Red Alert! Przecież to wszystko jest jakieś takie pstrokate-  kolorów więcej niż w WoW! Co to ma być! A do tego wojska Imperium Wschodzącego Słońca jakieś dziwaczne mangowe roboty. Po co to wszystko, no po co ja się pytam?

    No dobra może jakoś to wytrzymam.

    W każdej kolejnej potyczce towarzyszy mi sterowany przez komputer generał. Przed misją możemy dołączyć, lub założyć serwer i grać z kimś przez sieć. Jeszcze nie sprawdzałem jak przechodzi się kampanię wspólnie z innym graczem. Może być dobry ubaw.

    Z misji na misję jest coraz lepiej. Osławione budowanie baz na wodzie i morska walka nie jest jakoś szczególnie nowatorska, ale to miłe uzupełnienie gry. Dobrze sprawdza się tez system awansu generała i zdobywanie nowych umiejętności. Dodatkowo dochodzi całkiem ciekawa, ale mało użyteczna możliwość tworzenia formacji.

    Im więcej czasu mija tym bardziej dochodzę do wniosku, że Red Alert 3 to stary dobry Red Alert w nowej szacie graficznej.

    Jestem już tego niemal pewien w ostatnich misjach sowietów. Do akcji wykorzystuje niemal te same jednostki co kiedyś (potężne pancerniki uderzające rakietami z wody w głąb lądu, ukochane czołgi apokalipsa, czy wielkie i powolne sterowce kirowy).

    Kto lubił Red Alert 2 i przeżyje początkowy szok po włączeniu Red Alert 3 będzie czuł się jak u siebie.

    Towarzysze wkrótce pełna recenzja gry. Rozpoczynam kampanię Aliantów. Czekają mnie jeszcze misje dla Imperium Wschodzącego Słońca (po jaką cholerę ich do tej gry wciskali!) i potyczki w sieci.

    Po doświadczeniach dwóch dni powiedziałbym, że Red Alert 3 to gra dobra, a nie bardzo dobra.

    Towarzysze życzcie mi sukcesów w walce!

    p.s. zobaczcie też koniecznie pierwsze wrażenia Szymona z Fallout 3!