peryferia komputerowe
Najbardziej odjechane klawiatury (galeria)
Klawiatura klawiaturze nierówna. Niby wszędzie to samo – klawisze do pisania, funkcyjne, numeryczne, jednak to obudowa i cały design czynią czasem z klawiatury prawdziwe dzieło sztuki. Oto kilka odjechanych klawiatur dla graczy i niegraczy, które wynoszą peryferia komputerowe na zupełnie nowy poziom.
O tej klawiaturze napisano już mnóstwo. Cud techniki, 113 klawiszy, z których każdy jest zarazem ekranikiem OLED, na którym wyświetlają się obrazki wedle potrzeb. Cena co prawda zaporowa – ponad 2400 dolarów, ale dobrze wiedzieć, że coś takiego istnieje, prawda?
A tu cacko nieco droższe. Wygląda co prawda niezbyt pięknie, ale czy uwierzycie, że klawisze pokryte są złotym piaskiem? A w dodatku, że zanim położono na nie piasek, pomalowano lakierem, zaś do tej czynności użyto pędzelka, którego włosie wykonane było z włosów dziewic. Takie rzeczy tylko w Japonii.
A tu coś dla miłośników MMO. Specjalnie dla tych graczy pod spacją znajdują się dodatkowe klawisze funkcyjne, którym można przypisać tak często używane w grach sieciowych czynności jak atak, rzucenie czaru czy leczenie postaci (albo wypicie odpowiedniego „połszyna”). W dodatku można zmienić podświetlenie klawiatury na kilka sposobów. Razer Ansi powinien pojawić się w sklepach w grudniu za ok. 400 złotych.
Ten model to niby normalna klawiatura, ale z boku ma dodatkowy panel, na nim zaś dziewięć przycisków funkcyjnych OLED. Wygląda to całkiem przyjemnie, zwłaszcza przy zgaszonym świetle – podświetla twarz użytkownika na żółtawo, zmieniając ją w oblicze upiora ;)
The Marquis to klawiatura steampunkowa, która przypadnie do gustu każdemu miłośnikowi Ery Pary. Wykonana z miedzi, drewna, ma diody LED, a także barwy przypominające wypolerowany mosiądz czy chrom. Tak naprawdę MOGŁY wyglądać klawiatury, gdyby nie odkrycie plastiku i pochodnych…
Po pięciu klawiaturach w miarę normalnych czas na naprawdę zakręcone, a zaczynam od SafeType. Tak, to jest klawiatura, a nie panel sterowania statkiem kosmicznym. Takie rozmieszczenie klawiszy jest ponoć bardzo ergonomiczne. No dobra, może się nie znam…
abKey Revolution to kolejna dziwność. Klawiaturę przełamujemy na pół albo i składamy ją do kupy. Jak kto lubi, jak kto woli. Oczywiście możliwość rozłączenia ma przyczynić się do większego komfortu użytkowania.
Tu nie dość, że ergonomicznie, to jeszcze można zamknąć klawiaturę jak książkę i zabrać pod pachą. Polecam uważać na nią sprzedawcom w sklepach – takie coś łatwo zwędzić.
Jak głosi hasło reklamowe tego produktu: „W poprzednim wieku naukowcy rozdzielili atom. Ari Zagnoev rozdzielił klawiaturę”. Pozdrawiamy tego pana, choć nie mam pojęcia, co to za typ. Teraz czas na prawdziwą Ligę Mistrzów klawiatur.
W finale zmierzą się dwie klawiatury. Wy zdecydujecie, która wygra. Pierwsza to Bluetooth Virtual Keyboard. Na czym polega jej oryginalność? Ano na tym, że… nie istnieje. Piszemy na wirtualnie tworzonych klawiszach, które rzutowane są na specjalną podkładkę. To coś jak rzeczywistość rozszerzona bez okularów. Dodatkowo możemy zdefiniować dźwięk, jaki wydają z siebie naciskane klawisze. A że naprawdę ich nie ma? I co z tego!
Drugi finalista to również klawiatura, której nie ma. Tylko że tej nie ma inaczej ;) OrbiTouch Keyless Keyboard – jak sama nazwa wskazuje, to klawiatura bezklawiszowa. Coś jak piwo bezalkoholowe, seks bezograzmowy czy papierosy beznikotynowy. O ile jednak wspomniane rzeczy są groteskowe i bezużyteczne, o tyle na tej da się normalnie pisać, co wymaga niejakiego treningu.




















