diabelski młyn

  1. Real kontra virtual - czy świat cyfrowy idealnie oddaje rzeczywiste miejsca?

    Wiele współczesnych gier jest osadzonych w realnie istniejących lokacjach. Jak prezentują się wirtualne odpowiedniki prawdziwych miejsc? Czy świat cyfrowy już dorównuje prawdziwemu na tyle, że można traktować gry jako wirtualną wycieczkę? Przyjrzyjmy się kilku przykładom, aby to ocenić.

    Plac Świętego Marka – miejsce doskonale znane na całym świecie, przez które przewija się tysiące turystów. Tak wygląda w rzeczywistości. W Assassin’s Creed 2 mamy okazję nie tylko zwiedzać plac, ale też walczyć na nim. Czy oddano go dokładnie tak samo?

    Niestety, w grze jest nieco mniejszy niż w świecie prawdziwym, a sama bazylika, z której między innymi słynie Wenecja – mniej okazała. 1:0 dla realu.

    Katedra Santa Maria del Fiore to jeden z największych kościołów na świecie. Czy mogło jej zabraknąć w grze osadzonej w Italii? Oczywiście, że nie. Ale czy oddano jej majestat?

    Twórcom z Ubisoft należy się duży plus – niemal idealnie. Jednak dzwonnica jest niemal równa szczytowi kopuły. Na tym akurat zdjęciu tego nie widać, ale wybaczcie – nie mogłem znaleźć lepszego screenshota w sieci, a z komputera usunąłem grę już jakiś czas temu. Można więc przyjąć, że real vs virtual 1:1

    Zostawiam w spokoju Ezio i zabieram się za Crysis 2. Swego czasu zainteresowanie wzbudził pokaz, na którym widać było fragment Nowego Jorku – na zdjęciu powyżej. To słynny Flatiron Building. Jak wygląda on w realnym świecie?

    Oto prawdziwy Flatiron Building i jego otoczenie. Jak widać, Crytek nie zawiódł. Wirtualny Nowy Jork jest odwzorowany jak trzeba.

    Pozostajemy w USA i Wielkim Jabłku (jak czasami zwie się NY). Liberty City z GTA IV zostało zbudowane na jego bazie, a w dodatku zaimplementowano kilka prawdziwych lokacji z rzeczywistego świata. Na przykład Coney Island w Brooklynie. Zdjęcie powyżej przedstawia je w świecie realnym (na górze) i wirtualnym (poniżej).

    Skaczemy na wschód, a dokładnie na Ukrainę. Aby realistycznie oddać w wirtualnym świecie Czarnobyl i skażone tereny wokół niego, twórcy gry zwiedzali dłuższy czas miejsce katastrofy. Efekty są naprawdę imponujące. Oto pierwszy przykład – słynna elektrownia.

    Świetnie oddane, prawda? No i ten wciągający klimat opuszczonego miejsca… Aż się chce odwiedzić…

    W trzeciej odsłonie trafiamy do Prypeci. Jednym z charakterystycznych obiektów miasteczka jest diabelski młyn pozostawiony podczas ewakuacji.

    Podobne, ale plac nieco inny. W każdym razie i tak policzę to na plus twórcom. Pozostałe lokacje gry polecam zwiedzić samemu – architektura i układ ulic miasta są oddane zgodnie ze stanem faktycznym. Uprzedzam jednak, że jeśli spotkacie snorka albo zombi, nie miejcie pretensji!

    Na koniec – co zrobić, jeśli gra osadzona jest w miejscu nieistniejącym, a chce się w nim być? To proste – trzeba zrobić je samemu. Jak na przykład miłośnicy Plants vs Zombies…