Prawdziwi Polacy grają w Wiedźmina! [recenzja]

Fot. na licencji CC Sergey Galyonkin

Fot. na licencji CC Sergey Galyonkin

Oto odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu! Geralt z Rivii kopał tyłki potworom na kartach opowiadań i siedmiu książek, a w 2001 roku doczekał się ekranizacji, która trzasnęła fanów po pyskach. Na szczęście podnieśli się oni po niej w 2007, by usiąść do komputerów. Teraz mamy rok 2011 i znów wracamy przed monitory. A wraz z nami seksowna sąsiadka, żul z dworca i rzeźnik z pobliskiego mięsnego. Cała Polska gra w Wiedźmina 2!

Geralt na prezydenta

Wiedźmin 2: Zabójcy Królów to nie gra wideo. Wiem, że wszyscy tak myślą, ale mylą się. To jest dobro narodowe, które powinno znaleźć się na unijnej liście produktów chronionych. Z oscypkiem i podhalańską bryndzą łączy go jedno – jest wyjątkowy. Ta wyjątkowość nie przejawia się wcale w smaku czy wyglądzie. Owszem, na maksymalnych detalach z wykorzystaniem czterech, dziesięciu, piętnastu czy ile tam macie rdzeni w procesorze, nowy „Wiedźmak” wygląda bosko. Ale nie o walory estetyczne chodzi. Geralt nie po to walczy od lat z potworami, żeby teraz zwracać uwagę tylko na jego szeroką szczękę i pokryte obleśnymi bliznami muskuły. Ten gość zawsze miał więcej oleju w głowie niż wszyscy chędożeni królowie razem wzięci. On wie, jak podbić rynek… Szczególnie jeśli stoi za nim skarbiec CD Projektu.

Kalendarz z cyckami dla fanów Wiedźmina

Twórcy drugiej części przygód komputerowego pogromcy kobiecych staników postawili wszystko na jedną kartę. Tym bardziej silną, im więcej kapusty wylewano na jej promocję. A im bliżej było do premiery tytułu, tym więcej pojawiło się promocji. Ostatnio widziałem Geralta i jego ziomków na okładkach tylu gazet, że powoli zacząłem podejrzewać, iż Wiedźmin kandyduje na prezydenta.

Triss w Playboyu

No we Wiedźmina to zagram, ale w ogóle tych gier to ja nie lubię

- powiedział jakiś pan w kolejce po bułki w lokalnej Biedronce, masując się po sumiastych wąsach językiem, jakby sama myśl o powrocie do domu i odpaleniu gry wywoływała u niego nagły odpływ krwi z głowy w dolne obszary ciała. I właśnie to jest wyjątkowe w tym tytule. Niejeden GRRRacz sztywniał na myśl o Painkillerze, całe rzesze zapaleńców dostawały wypieków, myśląc o Bulletstorm, ale dopiero Wiedźmin sprawił, że sprzedaż Viagry w Polsce spadła w ostatnich tygodniach o połowę.

CD Projekt wpakował w promocję swojej gry dziesiątki milionów złotych. W efekcie mamy pierwszą w historii naszego pięknego kraju masową histerię na punkcie gry wideo. Nie widziałem jeszcze kobiet zrzucających na ulicy staniki z okrzykiem „Weź mnie Geralcie!” na ustach, ale przypuszczam, że to tylko kwestia czasu. Wiedźmin pewnie niedługo pojawi się w Dzień Dobry TVN i będzie polecał jakiś ciekawy przepis na gulasz z wiwerny.

Czarodziejka Triss jest obecnie najbardziej pożądaną kobietą w Polsce i Pudelek już donosi o jej występie w Tańcu z Gwiazdami. Ostatni kuśnierze w Polsce nie wyrabiają się z produkcją skórzanych strojów, a kowale muszą tłumaczyć godzinami natrętnym klientom, że nie zajmują się produkcją magicznych medalionów. Michał Żebrowski musi się chować przed fankami trzy razy częściej niż dotychczas, bo nawet jeśli film i serial z jego udziałem były na poziomie musicalu z udziałem osób głuchoniemych, to i tak dwoma mieczami wywijał.

Żebrowski w roli życia

Żebrowski w roli życia

Przed moim blokiem jest plac zabaw, który wieczorami zamienia się w otwarty pub i szalety miejskie w jednym. Jednak za dnia, gdy potwory jeszcze odsypiają sześciopak za sześć złotych, bawią się na nim dzieci. Do tej pory głównie w berka. Niedługo zapewne w Wiedźmina i czarodziejkę Triss. Bo twórcom Wiedźmina 2: Zabójcy Królów udało się zrobić coś, czego nie pamiętają nawet najstarsi górale. Sprawili oni, że gra wideo stała się dla Polaka dumą narodową, o której chce mówić, musi znać i nie może ominąć. Pal licho nowy film Jerzego Hoffmana! Trzeba grać w Wiedźmina!

Chędożyć zmiany!

Oczywiście status największego playboya w Polsce sprawił, że Geraltowi trochę się we łbie poprzewracało. Jego rodzice z CD Projekct RED wmawiają nam od dawna, że druga część gry jest rewolucyjna, ma system walki opierający się na myśleniu, a nie głupim klikaniu, i że jest to taki skok jakościowy, jakby gracz przesiadł się ze śmierdzącej nawozem furmanki do klimatyzowanej kabiny Maybacha 57.

Wiedźmin 2 na najniższych i najwyższych ustawieniach [galeria]

W praktyce okazuje się, że ten napompowany do granic wytrzymałości promocyjny balon zawiera sporą mieszankę marketingowego bełkotu. Wiedźmin 2 wcale nie jest tak rewolucyjny, jak się mówi. Mówiąc szczerze, jest bardzo podobny do pierwszej części. Oczywiście wygląda tak dobrze, że człowiek ma ochotę wyłupać sobie oczy zardzewiałą łyżeczką i przykleić je na stałe do stojaka skierowanego w stronę ekranu. Ale nasz nieokiełznany heros ma sporo problemów.

Wiedźmin w czasie najtrudniejszej akcji

Geralt nie umie skakać, przez co wpada w tarapaty, jeśli znajdzie się między stołem a kilkoma krzesłami. Rzuca się z mieczem na smoka bez widocznego problemu z trzymaniem moczu, ale na pierwszych poziomach rozwoju ma kłopoty z powaleniem kilku wieśniaczych wojowników z zardzewiałymi mieczami. Wchodzi czasem w kombosy niemożliwe do zatrzymania, a gracz, patrząc na rozpędzoną animację, odlicza tylko sekundy do momentu, aż dostanie przez łeb.

Jest tu równie sporo pomysłów znanych fanom jedynki i książek. Są eliksiry, pułapki, magiczne znaki pomagające w walce i oczywiście osławione na cały świat konsekwencje wyborów, których Wiedźminowi mogą zazdrościć praktycznie wszystkie inne RPG-i. Tyle że to wszystko już było. Nie tak wypasione, zgadzam się, bo i robione za mniejszą kasę. Ale jednak było.

Wiedźmin 2 i 1080p(owodów do zmiany tapety)

Drugi Wiedźmin jest podobny do starego, z tą różnicą, że wygląda tak, jakby przez pół roku żarł na śniadanie rosyjskie sterydy. Wszystko, począwszy od grafiki, przez dialogi i fabułę, a na walce i dodatkach do niej skończywszy, jest podrasowane i zintensyfikowane. Czasem aż do przesady, tak jak w przypadku wulgaryzmów. Cieszy dojrzałe podejście do tematu i nieunikanie ostrych słów rodem z dna wiadra ustawionego pod wychodkiem, ale momentami miałem wrażenie, że twórcy gry ścigali się sami ze sobą, aby wrzucić do gry jak najwięcej rynsztokowych zwrotów.

Na szczęście w większości przypadków ten przepych wyszedł tytułowi na dobre. Jak nie kochać gry, w której podczas pierwszych 10 minut słyszymy więcej „kurew” niż w całym Dragon Age II, i widzimy pierwsze, ale nie ostatnie gołe cycki?

- Chcę kupić zioła.
- Zioła?
- Zioła. Na własny użytek…

- mówi Geralt w jednym dialogu, a ja nie wiem, czy ocierać łzy radości czy bić brawo.

Nie grasz? Nie kochasz ojczyzny!

Amerykanie uwielbiają kłaść rękę na sercu i śpiewać do flagi. Trochę to teatralne, ale nikt, kto lubi swoją szczękę, nie powie Amerykaninowi w twarz, że ten nie kocha swojego kraju. Polak to inny rodzaj bestii, ale równie patriotyczny. Obecnie wygląda na to, że jeśli kocha się Polskę, to trzeba grać w Wiedźmina 2. I wcale nie dlatego, że to najlepsza gra w historii – to akurat nie prawda. Również nie z powodu obciachu na salonach, gdybyśmy wykazali się nieznajomością biografii najbardziej gorącego Polaka wśród Wiedźminów. Nie, nie. Tutaj chodzi o coś bardziej przyziemnego. Wiedźmin 2 to po prostu najgłośniejsza gra w historii naszego kraju. I dlatego wypada w nią zagrać, tak jak raz w życiu należy przeczytać Pana Tadeusza i posłuchać Dody. Nawet jeśli Adam nudzi, Dorota wyje, a Geralt wcale nie jest taki perfekcyjny, jak się mówi.
Więcej na ten temat: Wiedźmin 2

Regulamin komentowania

CD Projekt zaprasza na nocną premierę Wiedźmina 2
CD Projekt zaprasza na nocną premierę Wiedźmina 2

Zamknij