• 50 Cent pod skrzydłami THQ

     - 50 Cent pod skrzydłami THQ
    Słynny raper jest idealnym materiałem na bohatera gry wideo. W prawdziwym życiu przyjął na siebie niejedną kulkę, a żyje - superhero jak nic! Dziś dowiedzieliśmy się, że wydawcą kolejnej części o przygodach 50 Centa, Blood on the Sand, zostanie THQ. Pogratulować odwagi wydawcy. Poprzednia odsłona okazała się totalną padaką. Tytuł mimo wszystko znajdzie swoich odbiorców.
  • Maniak, Geek, Fanatyk? 1 gracz – 36 kont w WoW!

     - Maniak, Geek, Fanatyk? 1 gracz - 36 kont w WoW!
    Hobby nabiera nowego znaczenia przy pewnym graczu, a raczej maniaku MMORPG'a World of Warcraft. Niejaki Bradster pochwalił się swoją miłością do WoW'a na forum Dual-Boxing.com. Jego hobby jest kwintesencją słowa Geek - chłopak posiada 36 aktywnych kont w grze, którymi gra jednocześnie (sic!). Jak to możliwe? 11 komputerów w połączeniu ze specjalnym programem dzielącym ekran monitora, 36 subskrypcji i tyle samo postaci pozwala Bradsterowi organizować raidy, w których udział bierze jedynie on.
  • Bethesda wyrusza na safari

     - Bethesda wyrusza na safari
    Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Bethesda postanowiła zorganizować safari, gdzie zwierzyną łowną jest osoba odpowiedzialna za wyciek Fallouta 3 w wersji na Xboxa 360 do sieci. Vice prezydent firmy, Pete Hines, powiedział, że obszar poszukiwań został odpowiednio nakreślony i znajdą sprawcę.
  • Call of Duty: World at War – Fire & Destruction

    Mówiąc szczerze spodziewałem się czegoś więcej po tym zwiastunie. O ile część "fire" wygląda naprawdę nieźle (najbardziej podoba mi się efekt wylotu ognia z lufy miotacza płomieni), o tyle "destruction" mnie rozczarowuje. Rozpadające się wybiórczo domy widzieliśmy już w Half Life Episode 2, większą swobodę w tej materii oddawał Battlefield Bad Company, a zapowiadany Red Faction: Guerrilla jeszcze silniej zwiększa apetyt na całkowitą dowolność niszczenia otoczenia. World at War mnie póki co pod tym względem rozczarowuje.
  • LittleBigPlanet – (nie) oficjalne otwarcie

     - LittleBigPlanet - (nie) oficjalne otwarcie
    Po północy, zaglądając na naszą stronę, mogliście się natknąć na hasającą po stronie głównej GRRRecenzję beta wersji LittleBigPlanet. Sama gra, w pełnej wersji, trafi na półki sklepowe Europy 22 października. Jak się jednak okazuje świat czasami strzela nam pstryczka w nos. No może nie tak do końca, bowiem wina w takich przypadkach zazwyczaj leży po stronie jednego, konkretnego osobnika. Tym razem osoba ta pozostaje anonimowa. Czym sobie zasłużyła na lanie? - bezczelnie umieściła w internecie zdjęcia odpieczętowania pełnej wersji LBP (wersja US)!
  • GRRRecenzja: LittleBigPlanet – beta

     - GRRRecenzja: LittleBigPlanet - beta
    Październikowy wieczór. Za oknem ciemno, gdzieniegdzie żarzą się tylko uliczne lampy. Idealna pora na zatopienie się w LittleBigPlanet. Tytułowa planeta jest tak naprawdę zlepkiem ludzkich snów. Za każdym razem, gdy śnimy to nasze myśli w cudowny sposób unoszą się ku niebu, po to, aby trafić w przestrzeń kosmiczną, gdzie kreowana jest z nich tytułowa... Mała, wielka planeta? No właśnie. Jak najsensowniej można by ten tytuł przełożyć na język naszych przodków. Dzięki Bogu SONY postanowiło pozostać przy oryginalnym tytule, bowiem inaczej brzmiałoby to śmiesznie. Czy można więc przetłumaczyć ten tytuł jako chwila wielkiej planety? Cóż, bardziej chyba by pasowało chwila wielkiego Sackboya. Mniejsza z tym. Wracając do owego wieczoru. Gdy wyjrzałem za okno, oczom moim ukazało się uśpione osiedle. Sam nie mogłem spać, co było efektem dwóch latte wypitych gdy Księżyc wspiął się już wysoko na firmament. Postanowiłem chwycić pada i w otoczeniu, które świetnie do klimatu gry pasuje, przetestować Sackboya.